Kurde, sama nie wiem, po co właściwie zrobiłam tego bloga. Jest trochę późno, jestem zmęczona. Mimo że miałam dobry dzień.
Jestem szaaalenie dumna z siatkarzy, zdobyli ten brąz. Wierzyłam w nich, naprawdę. Nadal się tym jaram, pomimo tego, iż było to dwa dni temu, powinno mi chyba już przejść. Ale nie przechodzi, ekscytacja trwa. Uwielbiam rozmawianie o tym wszystkim z Olką na lekcjach. O meczach, o siatkarzach, o trenerze... O zdjęciach, o treningach... I te głupiutkie marzenia w stylu "chciałabym mieć 190 cm wzrostu!"
Tak, dobre słowo - głupiutkie. Bo mam 165 i ani centymetra więcej. Cholera.
Tak, dobre słowo - głupiutkie. Bo mam 165 i ani centymetra więcej. Cholera.
Ale ja tak się cieszę z sukcesów chłopaków, z wyścigów Formuły 1... Mówię, że "to jest moim życiem". Ale czy rzeczywiście? Podejrzewam, że jakbym utraciła możliwość oglądania meczów czy wyścigów - przeżyłabym, tylko na początku byłoby trudno. Więc to nieprawda, ja mogę żyć bez tego wszystkiego. BEZ NICH WSZYSTKICH. Ale czy chcę? Wydaje mi się, że moje normalne życie jest na tyle nudne, że - biedna ja - muszę sobie je wypełniać jakimiś dodatkami. A to F1, a to siatkówka, a to życie osobiste np. Briana Molko, czy Chrisa Martina. Czy to nie jest trochę... chore? Powszechne, często spotykane. Ale chyba jednak chore.
Jej, chyba nie powinnam wypisywać tu swych przemyśleń, mam wrażenie, że są jednak trochę żałosne. A może nie trochę? Może całkiem żałosne, nie warte przeczytania?
Jesień. Jeszcze nie ta kalendarzowa, ale taka też już niedługo nadejdzie. :) Cieszę się. Lubię tą porę roky, chyba najbardziej. Liście, deszcz, liście, kasztany, deszcz. A niedługo jeszcze mgła. Wstaję o 6.00 rano - ciemno. Miło jest marznąć i zastanawiać się, kiedy trzeba będzie już nosić szaliki.
Zastanawiam się nad krakowskim maratonem. ZASTANAWIAM SIĘ.
Zastanawiam się nad krakowskim maratonem. ZASTANAWIAM SIĘ.
